Polskie Linie Lotnicze LOT wyraźnie ograniczyły program lotów na sezon zimowy. W ciągu niespełna sześciu tygodni przewoźnik zmniejszył planowaną pojemność rozkładową o 11 proc. Wysokie ceny paliwa lotniczego, presja konkurencyjna i wycofywanie kolejnych tras będą ciążyć wynikom finansowym spółki. Pewną szansą na poprawę przychodów jest nowy kierunek dalekiego zasięgu – Bangkok.
Zimowy rozkład lotów 2026/2027 przynosi kolejne zmiany w siatce połączeń narodowego przewoźnika. Jak wynika z analizy OAG opublikowanej 20 października, pomiędzy 7 września a 18 października 2026 roku planowana pojemność rozkładowa Polskich Linii Lotniczych LOT spadła z 5,36 mln do 4,77 mln foteli. Oznacza to redukcję o 592,4 tys. miejsc, czyli o 11 proc. w stosunku do wcześniejszego planu.
Dane pokazują skalę korekty, której operator znad Wisły dokonał w stosunkowo krótkim czasie. Nie jest to jedynie kwestia tradycyjnego ograniczania zimowych operacji, lecz także dostosowywania siatki do zmienionych warunków rynkowych, wyższych kosztów i rentowności poszczególnych tras.
Zawieszenie połączenia z Warszawy do Ałmatów jest kolejnym przykładem tej polityki. Trasę zainaugurowano 31 maja 2026 roku, a początkowo miała funkcjonować przez cały rok. Latem realizowano cztery rotacje tygodniowo, natomiast w sezonie zimowym planowano trzy. Ostatecznie LOT zdecydował się jednak wstrzymać rejsy.
Lista ograniczeń jest coraz dłuższa
Ałmaty nie są jedynym kierunkiem średniodystansowym, który znika z zimowego rozkładu. LOT wcześniej zdecydował o
dłuższym zawieszeniu rejsów do Rijadu, a ostatnio podjęto decyzję o
niewznawianiu lotów do Dubaju. Przewoźnik skusił się także na ograniczenie częstotliwości lub zawieszenie połączeń na wybranych trasach europejskich. W zimowej siatce
nie będzie połączeń z Warszawy do Bolonii.
Zawieszone zostały rejsy do Sarajewa, Podgoricy i Skopje. Mniej lotów zaplanowano na trasach
z Warszawy do Aten, Belgradu i Zagrzebia.
Redukcja oferowania objęła także
rejsy z Lotniska Chopina do Barcelony i Madrytu. Ograniczenie liczby połączeń objęło również regiony, w których LOT miał się rozwijać ze względu na ograniczoną podaż slotów na „Okęciu”. Skasowano połączenia z Gdańska do
Bergen i
Oslo. Na sezon zimowy podjęto decyzję o
zawieszeniu lotów z Krakowa do Barcelony i Rzymu, ale również zdecydowano się na
sezonowy brak lotów z Balic do Madrytu.
Skala zmian pokazuje, że narodowy przewoźnik koncentruje się na dostosowaniu oferty do warunków zimowego popytu i kosztów operacyjnych, a samoloty, które nie będą wykonywać ww. rejsów,
będą stały zaparkowane na płytach postojowych. W praktyce oznacza to ograniczenie obecności na części rynków, na których LOT musi konkurować z przewoźnikami niskokosztowymi lub innymi liniami dysponującymi korzystniejszą strukturą kosztów. W takich warunkach samo utrzymanie częstotliwości lotów nie musi gwarantować rentowności. Jeśli ceny biletów nie nadążają za wzrostem kosztów, zwiększanie podaży może przynosić więcej strat niż korzyści.
Paliwo lotnicze obciąża wyniki
Jednym z najważniejszych czynników stojących za korektą siatki są wysokie ceny paliwa lotniczego Jet A-1. Wzrost kosztów paliwa szczególnie mocno uderza w przewoźników, którzy mają ograniczone możliwości przenoszenia podwyżek na pasażerów. Jak informował ostatnio rzecznik PLL LOT Krzysztof Moczulski, udział paliwa w kosztach linii lotniczych, wynoszący w lutym około 25 proc., wzrósł nawet do 40 proc.
Dodatkowym problemem jest silna konkurencja w Europie Środkowej, która ogranicza możliwość podnoszenia cen biletów w celu rekompensowania droższych operacji. W takiej sytuacji ograniczenie liczby rejsów może być próbą ochrony marży i skierowania samolotów na bardziej perspektywiczne trasy. Ma jednak również drugą stronę: mniejsza podaż miejsc oznacza ograniczenie możliwości generowania przychodów, a wycofanie połączeń może osłabiać pozycję przewoźnika na niektórych rynkach.
Zimowe cięcia będą więc miały wpływ na wynik finansowy LOT-u za cały 2026 rok. Wysokie ceny paliwa zwiększają presję kosztową, a ograniczenie siatki nie pozwala w pełni wykorzystać potencjału przychodowego przewoźnika. Ostateczny rezultat będzie zależał również od poziomu rezerwacji, uzyskiwanych cen ze sprzedaży biletów, kosztów pozostałych operacji i tego, czy oszczędności wynikające z redukcji lotów okażą się wystarczające.
Nie należy przy tym utożsamiać spadku oferowanej pojemności bezpośrednio ze spadkiem przychodów lub wyniku finansowego o taką samą wartość. Ograniczenie podaży może poprawić rentowność wybranych rejsów, jeżeli pozwoli uniknąć operowania nierentownych połączeń. Nie usuwa jednak problemu wysokich kosztów paliwa ani ryzyka słabszych wyników na pozostałych trasach.
Bangkok szansą na poprawę przychodów
W tym trudnym otoczeniu LOT rozwija także ofertę dalekiego zasięgu.
Uruchomione połączenie do Bangkoku może stać się jednym z elementów wspierających przychody przewoźnika. Na trasach międzykontynentalnych istnieje potencjał uzyskiwania wyższych przychodów jednostkowych, szczególnie jeśli uda się sprzedać odpowiednią liczbę miejsc w droższych klasach podróży. Zwłaszcza teraz – przy uwzględnieniu sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie – na trasach do i z stolicy Tajlandii, do której wcześniej m.in. polscy pasażerowie latali głównie przez Stambuł lub huby w Zatoce Perskiej vel Arabskiej (Abu Zabi, Dohę i Dubaj).
Problemem pozostaje jednak poziom cen. Bilety na rejsy LOT-u do i z Bangkoku są wysokie (zwłaszcza w klasie ekonomicznej) w porównaniu z ofertami konkurencji, co może ograniczać zainteresowanie pasażerów wrażliwych na cenę. Wysoka taryfa nie musi automatycznie oznaczać wysokiej rentowności: znaczenie mają również obłożenie samolotu, struktura sprzedaży, koszty operacyjne i konkurencyjność całej oferty.
Nowe połączenie może zatem częściowo poprawić wynik, ale trudno zakładać, że samo w sobie zrekompensuje presję kosztową oraz konsekwencje redukcji zimowej siatki. Dużo będzie zależało od tego, czy LOT zdoła zbudować stabilny popyt i utrzymać atrakcyjne przychody na pasażera. Równolegle
przewoźnik przygotowuje uruchomienie lotów do Hanoi pod koniec marca 2027 roku i zapowiada powiększanie floty dalekiego zasięgu. Nowe kierunki oraz większa liczba samolotów mogą zwiększyć możliwości rozwoju, ale jednocześnie wymagają skutecznego zarządzania kosztami i popytem.
Na wynik finansowy trzeba poczekać
Ocenę skuteczności działań LOT-u umożliwią dopiero pełne wyniki finansowe za 2026 rok. Ich publikacji można spodziewać się w połowie 2027 roku. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy ograniczenia w zimowej siatce pozwoliły wystarczająco obniżyć koszty i ochronić rentowność, czy też spadek aktywności operacyjnej, w połączeniu z drogim paliwem, istotnie obciążył całoroczny rezultat. W sezonie zimowym linie są
największym operatorem na Lotnisku Chopina.
Na razie dane OAG wskazują na zdecydowaną korektę planowanej podaży, a kolejne zawieszenia tras potwierdzają, że LOT dostosowuje siatkę do wymagających warunków rynkowych. Bangkok może przynieść dodatkowe przychody, ale przy wysokich cenach biletów i silnej konkurencji nie ma gwarancji, że nowy kierunek stanie się istotnym buforem dla wyników. Dla narodowego przewoźnika nadchodzące miesiące będą zatem testem zdolności do utrzymania rentowności w warunkach wysokich kosztów i presji konkurencyjnej.